Dlaczego nie można inaczej 
Patrzeć gdzieś w dal i dorosnąć
Jak zwierze w szumiÄ…cym lesie
Nie było chyba takich potrzeb, przedtem
OdchodzÄ™ w czapce niewidce
Na skraj polany,
By dotrzeć na księzyc

Aa, aa widzÄ™, ja widzÄ™
Jak uśmiech zamieniony w słońce
Wysusza promieniem twe łzy

Tak byłem podekscytowany
Niewyobrażalna próba tworzenia mgły

Aa, aa widzÄ™, ja widzÄ™
Jak uśmiech zamieniony w słońce
Wysusza promieniem twe łzy
Aa, aa widzÄ™, ja widzÄ™
Jak uśmiech zamieniony w słońce
Zatyka nosy w dwusetce








Zapomniałem zrobić wczoraj
Tego co miałem zrobić dziś
Bardzo wcześnie, kiedy wstałem
Mój świeży umysł nagle znikł
Wpatrzony ciÄ…gle w mlecznÄ… zupÄ™
Połykam ostatni dym
Tak wiele znów straciłem
A może by tak

Poddać duszę chemicznym środkom
A do mózgu podpiać prąd
Poddać duszę chemicznym środkom
Aby zrozumieli mój własny błąd

Na ulicy szukam śmieci,
Którymi mógłbym wyżywić mózg
Nie pomaga mi szacunek
I tak długo nie moge już

Poddać duszę chemicznym środkom
A do mózgu podpiać prąd
Poddać duszę chemicznym środkom
Aby zrozumieli mój własny błąd